Dołącz do nas

Kibice SK 1964

GieKSa jest tylko jedna!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Wyjazd do Bełchatowa miał być dla nas chwilowym i przyjemnym wypadem, a przerodził się w kilka dużych problemów. Pierwszy dostaliśmy na starcie przy zamówieniu biletów, gdy okazało się, że ceny dla miejscowych w wysokości 15 złotych nie obowiązują nas, bo powołano się na „bilet jednorazowy bez karty kibica”, który kosztuje 25 złotych. W swojej wspaniałomyślności i dobroci zarząd GKS Bełchatów dał nam jednak cenę 20 złotych. Śmieszny i cwaniacki wybieg z takim zapisem, bo daje możliwość omijania przepisów i uchwał PZPN, które nakazują sprzedawać bilety kibicom gości w takiej samej cenie jak gospodarzom. Sprawa oczywiście trafiła już do odpowiedniej komórki w PZPN.

Drugi problem pojawił się na zbiórce, gdzie szalejąca POlicja po konferencji jaśnie nam panującego Donalda Tuska urządziła sobie zabawę „utrudnij życie kibicom”. Każdy autokar przeszedł kontrolę drogową, niektóre kilkukrotną i ostatecznie z sześciu autobusów dwa musiały zostać w Katowicach (jeden przez to że miał za dużo rdzy…). Sytuacja ta spowodowała, że nagle blisko sto osób zostało bez transportu. Części udało się zorganizować auta i dzięki temu pojawiło nas się w Bełchatowie 330 (1 zakazowicz). Szkoda bo mielibyśmy kolejny komplet w klatce gości. Dodać należy także, iż kontrola trwała prawie 1,5 godziny przez co na mecz przyjechaliśmy po rozpoczęciu spotkania. Podczas zbiórki w Katowicach sypały się także mandaty za wszystko. Tusk tuskiem, ale naprawdę trzeba nie mieć godności by wykonywać jego polecenia jak grzeczny pies.

Na sektorze mieliśmy ze sobą pięć flag – GieKSa jest tylko jedna, SK 1964, GieKSa, GoT i UG’03. Prowadziliśmy bardzo dobry doping, który swoje apogeum osiągnął podczas oprawy zaprezentowanej przez Ultras GieKSę (fotki i video w innych newsach). Oprawa była z jednym przesłaniem – GieKSa jest tylko jedna! Do tego odpaliliśmy kilkadziesiąt rac co dało niesamowity efekt i na kilka minut przerwało spotkanie toczone na murawie. Na sam koniec zaśpiewaliśmy piłkarzom „gdzie jest ta GieKSa piłkarze?” oraz „mniej niż zero”.

Po spotkaniu zaczął się problem numer trzy – nie dało się wyjść ze stadionu. POlicja otoczyła cały obiekt i nie wypuszczała nikogo bez kontroli i spisywania. Nam zapowiedziano, że możemy opuścić sektor jeśli każdy zostanie nagrany z dowodem osobistym przy twarzy. Nie zgodziliśmy się na to i siedzieliśmy dalej w klatce, ale po około godzinie dostaliśmy informację, że zbliżają się kolejne posiłki POlicji. Obawiając się pacyfikacji czy jeszcze większych prowokacji poddaliśmy się nagrywaniu. Trwało to bardzo długo, ale na szczęście przebiegło spokojnie. Ostatecznie przed 1:00 zameldowaliśmy się w Katowicach.

Parę słów o miejscowych – bardzo mało ludzi na stadionie co dziwi. Po pierwsze grali z nami, czyli najlepiej jeżdżącą ekipą w całej lidze, a po drugie na pewno elektryzowała ich możliwość pojedynku kibicowskiego z oryginalną GieKSą. Młyn mieli bardzo skromny – z naszej perspektywy wyglądał na 500-600 osób. Zaprezentowali oprawę o GieKSie do której odpalili kilka rac (z czego dwie powędrowały na murawę). Trochę napinki pod naszym adresem jednak przez większość meczu mimo korzystnego rezultatu niesłyszalni u nas (ale na to wpływ ma pewnie akustyka stadionu). Śmiesznie wyglądało jak zaczęli flagi ściągać, gdy spotkanie jeszcze trwało. Po meczu mieli podobne przejścia z policją co my – blokadę trybuny, pojedyncze wypuszczanie. Bardzo jesteśmy ciekawi w ilu zjawią się u nas na wiosnę.

Mimo żenującej postawy piłkarzy pozbawionych resztek ambicji oraz prowokacji POlicji udało nam się pokazać to co najważniejsze w kibicowaniu – pojechać na wyjazd, zaprezentować świetną oprawę i pokazać jak się dopinguje. Miejmy nadzieję, że cena jaką przyjdzie nam zapłacić za ten wyjazd nie będzie zbyt wysoka, ale jakakolwiek by nie była wiemy jedno – było warto!

16 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

16 komentarzy

  1. Avatar photo

    luki

    22 sierpnia 2013 at 08:43

    „Parę słów o miejscowych – bardzo mało ludzi na stadionie co dziwi. Po pierwsze grali z nami, czyli najlepiej jeżdżącą ekipą w całej lidze, a po drugie na pewno elektryzowała ich możliwość pojedynku kibicowskiego z oryginalną GieKSą” – widać w Bełchatowie mądrzy ludzie, bo nie przychodzą na mecze ze względu na to ilu debili będzie w klatce gości, a ze względu na poziom na boisku. Grali z jedną ze słabszych drużyn to wielu nie było.

  2. Avatar photo

    Gerard

    22 sierpnia 2013 at 08:50

    Tam zawsze jest taka frekwencja. Grali w ekstraklapie też mało kto chodził. W Łodzi mieli pretensje, że bogaty sponsor a wybrał klub, który nie ma kibiców. Kibicowsko są max na 1 ligę

  3. Avatar photo

    1977

    22 sierpnia 2013 at 09:18

    Obiektywnie to żenująca ta relacja,samozachwyt kibiców Katowic siege zenitu, wy odpalacie race i jest super efekt, my odpalamy to tylko dwie lądują na murawie, wasz super doping- to spóźnienie, troche śpiewów w pierwszej połowie, oprawa i cisza w drugiej połowie- i uwaga elektryzowanie kibiców grą z Katowicami, to już szczyt, kim wy jesteście żeby się wami podniecać, piłkarsko żenada od wielu już lat a kibicowsko no cóż nie każy robi sobie zgode z kosą po to aby inna kosa dała chociaż troche żyć. Bez napinki, pozdro dla normalnych

  4. Avatar photo

    Szef

    22 sierpnia 2013 at 09:32

    I co podacie sprawę do rzecznika praw obywatelskich i generalnego inspektora danych osobowych?

  5. Avatar photo

    Gerard

    22 sierpnia 2013 at 09:40

    do 1977. Zobaczymy ilu was ciule przyjedzie do Katowic i jaki doping stworzycie 🙂 Gówno gramy to fakt ale trzeba pamiętać jakie kłopoty miała GieKSa niedawno a kibicowsko łykamy was pod każdym względem.

  6. Avatar photo

    Do Gerard

    22 sierpnia 2013 at 10:44

    Kolego po szalu.. Łykacie nas pod każdym względem? No cóż ciężko to stwierdzić, ale porównywanie 65 tysięcznego miasta do ponad 300 tys. jest szczytem idiotyzmu z Waszej strony. Musicie mieć kompleksy i wasza oprawa była tego dowodem. „GieKSa jest tylko jedna”. Boli co?

  7. Avatar photo

    Gerard

    22 sierpnia 2013 at 11:26

    Nie porównuje miasta tylko kibiców ynteligencie. Czytaj chociaż ze zrozumieniem. Czy myślisz, że na GieKSe, ruch czy Górnik chodzą tylko kibice z tych miast? Po prostu wasz klubik nie ma kibiców, to sztuczny twór, nie ma dla kogo grać

  8. Avatar photo

    do Gerarda

    22 sierpnia 2013 at 11:37

    Ale ty jesteś głupi, zamiast wybrać się na wyjazd to siedzisz przed kompem I bredzisz, jak na wasze mecze chodza jeszcze ludzie z innych miast to pogratulować frekwencji, ile było ostatnio -2 tyś, na koleinym meczu będzie jeszcze mniej, ale napinaczy internetowych wam nie braknie. Zamiast iść na mecz lepiej pokazywać siłę w necie głupi ciulu

  9. Avatar photo

    ecik

    22 sierpnia 2013 at 11:49

    A czemu pod ok. 60 min ściągnęliście flagę „gieksa jest tylko jedna? Czyżby dotarło do was że to nie ta katowicka tylko bełchatowska?

  10. Avatar photo

    Gerard

    22 sierpnia 2013 at 11:55

    Typowy prymityw z kompleksami, nie masz argumentów to obrażasz. Nie mam możliwości jeździć na wszystkie wyjazdy a frekwencji się nie wypowiadaj

  11. Avatar photo

    GIEKSA B-TÓW

    22 sierpnia 2013 at 12:48

    napinkę to zaczęliście wy a z relacji wynika jakby to my mielibyśmy sie napinać na „prawdziwą Gieksę” i mieć jakieś kompleksy. kto był na meczu sam widział kto takowe miał 😉

    Beeełchatowski GKS!

  12. Avatar photo

    Gerard

    22 sierpnia 2013 at 13:39

    Nie macie kibiców!!! nigdy ich nie mieliście i nigdy nie będziecie mieli. Sponsor spi.. to znikniecie z piłkarskiej mapy Polski. Choć byście tu nie wiem jak mnie obrażali i wylewali swoje kompleksy to nic tego nie zmieni. Jesteście kibicowskim dnem i cała ekstraklasa to potwierdzi.

  13. Avatar photo

    do gerarda

    22 sierpnia 2013 at 14:29

    Na wyjazdy nie jeździsz bo mama niepozwala, wy macie całe rzesze kibiców głównie na internecine, bo w realu Ruch może zbić. Nigdy GKS Bełchatów nie kreował sie na wielką ekipę ale nie musimy dawać szpary Górnikowi jak wy gieksiary.

  14. Avatar photo

    andrzej

    22 sierpnia 2013 at 16:23

    My się napinaliśmy? To wy pierwsze co robiliście wchodząc do klatki to szliście do płota i zaczęliście coś bluzgać;) A dlaczego ściągneliśmy flagi w 90 minucie? Bo było info że psy nas chcą wyjebać z sektoru więc trzeba było za wczasu schować flagi.

  15. Avatar photo

    Adek

    22 sierpnia 2013 at 19:09

    Kibice z Bełchatowa nie moga przyjac do wiadomosci ze sa slabi juz nie raz byla napinka w necie ze jacy to oni nie sa 🙂 zawsze maja wytlumaczenie jak nie sraczka to urok 🙂

  16. Avatar photo

    fans

    23 sierpnia 2013 at 00:37

    flagi sciągane przed ostatnim gwizdkiem z powodu prowokacji POlicji już przy bramkach wyjściowych.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.

Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.

Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem. 

Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?

Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.

Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.

Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.

To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?

Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.

Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?

Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.

W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?

Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.

Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.

Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.

W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.

Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.

Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?

Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.

Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?

Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga