Dołącz do nas

Klub

[WYWIAD!] Proksa: „Nie jestem tutaj by robić karierę. Chcę pomóc”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Jako jedni z pierwszych mieliśmy okazję porozmawiać ze świeżo upieczonym dyrektorym sportowym GKS-u Katowice – Grzegorzem Proksą. Zapytaliśmy o cele, motywację oraz okoliczności, w jakich zostały podjęte decyzje dotyczące objęcia przez „Super G” tego stanowiska. Odpowiedzi na te i wiele innych ciekawych pytań znajdziecie poniżej.

Kiedy pojawiła się propozycja pracy w GKS-ie? Jak długo zastanawiałeś się nad jej podjęciem?

Propozycja pojawiła się na początku tego roku. Wcześniej  postanowiłem, że zrobię sobie przynajmniej rok przerwy od boksu. Notabene, pomysł wyszedł od jednego z kibiców GieKSy, a zarazem i mojego kibica, który latał mnie wspierać podczas moich pojedynków na całym świecie. Później, sama propozycja została mi przedstawiona przez zarząd klubu i rzeczywiście – musiałem się z tym trochę przespać. Myślę ze około dwóch tygodni…

Co ostatecznie skłoniło Cię do wejścia w tak poważny projekt?

Wizja wielkiego klubu, którego jestem fanatykiem.

Czy nie obawiasz się reakcji zawodników, mediów, kibiców? Jesteś w końcu osobą, która z piłką związana była niewiele.

Po pierwsze jest to wielkie wyzwanie, coś co można porównać do przygotowań  do walki. Towarzyszą temu oczekiwania, ale jest również jasno określony cel. Jeśli wszyscy zaangażowani w prace klubu pójdą w jednym kierunku,  poświęcą maksymalnie dużo pracy to sukces wydaje się być formalnością. Przez cale 15 lat mojej przygody z boksem towarzyszyły mi wszystkie te czynniki na czele z ogromną presją i nigdy nie miałem z tym problemu. Wiedziałem ze jeśli ja i moi współpracownicy damy z siebie wszystko, to musi to ostatecznie przerodzić się w sukces.

Czy podjęcie pracy w GKS-ie równa się zakończeniu kariery sportowej, czy może jeszcze zobaczymy Grzegorza na zawodowym ringu?

Tak jak wspominałem wcześniej nosiłem się z zamiarem odpoczynku od boksu jeszcze przed pojedynkiem z Sulęckim, ponieważ tak ułożyliśmy pewne sprawy rodzinne. Nie mogę jasno określić czy wrócę do boksu bo z pewnością mój czas i zaangażowanie będzie skoncentrowany na GieKSie, aczkolwiek na pewno kilka razy w tygodniu znajdę czas na odwiedzenie sali treningowej. Tak po prostu, dla siebie.

Na jaki okres czasu obowiązuje Cię umowa z klubem?

Na dzień dzisiejszy do końca roku.

Czy zostały Ci wyznaczone krótko i długoterminowe cele, które w tym okresie powinieneś zrealizować?

Nie, nie mniej jednak sam je przed sobą stawiam. Trudno stawiać sobie cele gdy jest się na początku drogi, nie zna jeszcze w pełni możliwości drużyny. Muszę poznać wyniki poszczególnych badań zawodników, przejrzeć raporty, porozmawiać z zawodnikami. Wtedy będziemy mądrzejsi.

Czy nie obawiasz się, że to to zbyt krótki okres czasu, żeby zbudować cokolwiek trwałego? Zarządowi będzie ciężko ocenić Twoją pracę i jednoznacznie stwierdzić, czy umowa powinna zostać przedłużona lub też nie.

Nie jestem tutaj żeby robić karierę. Jestem tutaj bo jestem kibicem, który ma swoje uwagi i chce pomóc. Swoja postawą w zawodowej karierze sportowca pokazałem ze można osiągać sukcesy ciężką pracą. Trudno mi się odnieść i dać satysfakcjonującą odpowiedź. Zarząd i kibice sami ocenią…

„Rewolucja w 5 minut” nigdy niczego dobrego nie przynosi. Jaki jest Twój plan na najbliższe tygodnie? Czym będziesz chciał zająć się w pierwszej kolejności?

Przede wszystkim będę chciał porozmawiać ze sztabem szkoleniowym, a później z piłkarzami. Wielkiej rewolucji nie będzie.  Chciałbym im „sprzedać” tylko kilka uwag odnośnie profesjonalizmu i oczekiwań jakie wobec nich stawia klub.

Nie jest tajemnicą, że w czerwcu kończą się kontrakty aż 16 zawodnikom. Będzie to ostatni moment na zbudowanie silnej kadry, która w przyszłym sezonie wywalczy awans do ekstraklasy. Czy wraz z zarządem pracujecie już nad tym, aby w czerwcu spać z spokojną głową?

Tak. Do końca sezonu zostało jeszcze sporo kolejek. Z pewnością części z zawodników podziękujemy, a części będziemy chcieli zaproponować nowe kontrakty. Czynnikiem nadrzędnym będzie dla mnie ich zaangażowanie na boisku. Nie może być tak, że nasz klub jest kolekcja etatów. „To jest GieKSa, tu się walczy”. Jeśli drużyna będzie w stanie utrzymać swój poziom zaangażowania jak i koncentracji, który prezentowała przez pierwsze 20 minut w meczu z Flotą – będzie to drużyna na którą będzie przychodzić komplet publiczności – jestem o tym przekonany. Wszystko w nogach zawodników.

W klubie brakuje jednolitego systemu szkolenia dla wszystkich grup młodzieżowych. Czy będziesz optował za wprowadzeniem jednego systemu taktycznego we wszystkich rocznikach i ujednoliceniem sposobu i stylu gry?

Tak, taki mamy plan.

W klubie nie ma również profesjonalnego działu skautingu. Czy w miarę możliwości finansowych będziesz starał się utworzyć taką komórkę?

Nie mamy wielkiego budżetu który może przyciągnąć i finansować swoją własną siatkę skautingu, natomiast mam plan dzięki któremu nie będą potrzebne duże nakłady finansowe.  Nie chciałbym zdradzać szczegółów, ale pracuje nad tym intensywnie.

Planujesz odbyć jeszcze jakiś staż, szkolenie? Czy zarząd klubu w tej kwestii poczynił jakieś kroki?

Tak – jako „żółtodziub” na tym stanowisku z pewnością będą owocne szkolenia w klubach które są dziś nie co wyżej od nas i zaciągnąć wiedzy, którą będzie można przełożyć na Bukową. Planujemy co najmniej dwa staże do czerwca, ale wydaje mi się, że będzie ich więcej.

Podejmujesz się bardzo odpowiedzialnego zadania. Mimo ogromnego kredytu zaufania wśród kibiców, w razie ewentualnego niepowodzenia w kolejnym sezonie, jednym z najbardziej negatywnie ocenianych będziesz Ty. Czy nie boisz się straty dobrego wizerunku i szacunku wśród kibiców? Tym bardziej, jeśli w związku z finansami klubu, nie wszystko będzie zależało od Ciebie, Twoich pomysłów i zaangażowania.

Nie, nie boje się. Sam jestem kibicem i wiem czego kibic oczekuje od swojego klubu. O ile marketingowo jesteśmy wyżej niż sportowo, to mam olbrzymią nadzieję, że również poziom sportowy pójdzie niedługo w górę.

Czy nie uważasz, że Twoje pojęcie o piłce jest obecnie zbyt małe? W czerwcu musimy mieć drużynę gotową do walki o ekstraklasę. Czy nie obawiasz się, że tego czasu na poznanie reguł środowiska piłkarskiego, nabrania wiedzy o zawodnikach, kontraktach, działaniu menadżerów czy sposobach organizacji pracy dyrektora sportowego jest zbyt mało?

Uważam, że my mamy już taką drużynę! Zawodnicy muszą jedynie mentalnie dorosnąć do tego bo umiejętności i poziom gry w I lidze nie są z kosmosu. Ich na to stać, tylko trzeba tyle pracy co wyrzeczeń i na końcu wszyscy będziemy się cieszyć.

Sztab szkoleniowy musi mieć w Tobie wsparcie. Czy po pierwszych dniach, rozmowach znaleźliście wspólny język. Widzicie wspólny kierunek do rozwoju?

Szczegółowe rozmowy dopiero przed nami.

Byleś ostatnio widywany na sparingach oraz meczach ligowych – Jakie jest Twoje zdanie na temat obecnej kadry piłkarskiej? Czy postawiłeś, lub zamierzasz to uczynić – przed zawodnikami jakiś cel związany jeszcze z tą runda? Np. określona ilość punktów?

Tak, myślałem nad tym. Obserwowałem mecz sparingowy z Legnica w Wałbrzychu, ale trudno było się odnieść do dyspozycji oraz zaangażowania piłkarzy w nim. Mogę natomiast śmiało powiedzieć, że podczas meczów z Niecieczą i Flotą było widać efekty pracy drużyny na zgrupowaniu, co przekładało się na jakość gry. Pozytywem z pewnością jest kolektyw jaki ta drużyna stanowi i mam nadzieję, że z biegiem czasu będzie się on zazębiał i przynosił korzyści w postaci ligowych zwycięstw.

Jako pięściarz jesteś przyzwyczajony do dyscypliny. Czy tego samego będziesz wymagał od piłkarzy i pracowników klubu? Kilka tygodni temu podstawowy gracz Southampton spóźnił się na przedmeczową zbiórkę. Za karę usiadł na ławce w meczu z Liverpoolem. Czy w Katowicach również zapanują sztywne zasady i dyscyplina?

Z moich informacji wynika ze takowe już istnieją. Wierze ze każdy z piłkarzy to profesjonalista pełną parą i zawodnicy z pewnością zdają sobie z tego sprawę. Jestem przekonany, że w kwestiach o których mowa nadaję ze sztabem szkoleniowym na tych samych falach. Dyscyplina, którą w szatni stosuje trener Skowronek jest na wysokim poziomie.

Praca w klubie sprawi, że swoje zaangażowanie w inne przedsięwzięcia biznesowe będziesz musiał radykalnie zmniejszyć. Czy nie będzie to problem?

Nie będzie z tym żadnego problemu. Obecnie 100% zaangażowania poświęcam w GKS.

Dyrektorami sportowymi w Polsce zostawali już byli piłkarze (Jacek Zieliński, Tomasz Rząsa) skauci (Tomasz Pasieczny) czy trenerzy (Edward Klejdinst) ale były bokser to całkowita nowość. Myślisz, że możesz być prekursorem i otworzyć drzwi do świata piłki przedstawicielom innych dyscyplin?

Trudno mi powiedzieć. Padły tutaj duże nazwiska, więc nie chciałbym się porównywać. Nie chce rywalizować, chcę budować duży klub, który już niedługo znajdzie się tam gdzie jego miejsce, a miejsce GKS-u Katowice na pewno nie jest w pierwszej lidze.

Grzegorz Proksa lubi wyzwania. Funkcja dyrektora sportowego to zupełnie inny świat, a mimo to zdecydowałeś się podjąć rękawice. Ty chyba nie potrafisz żyć bez sportowej adrenaliny?

Coś w tym jest. Czuję, że odżywam jak tylko pada temat GieKSy. Kolejny raz podchodzę do postawionego zadania ambicjonalnie i z dużą wiarą w sukces.

GieKSa to Twój ukochany klub. Spełniają się teraz Twoje marzenia?

Zawsze chciałem zagrać na Bukowej jako piłkarz. Raz mi się nawet udało. W meczu kibiców z pracownikami klubu strzeliłem nawet bramkę. Nie spodziewałem się takiego wyróżnienia, dlatego tym bardziej ambitnie do niego podchodzę.

Rozmawiał: Marcin Gruszczyński

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    miki

    17 marca 2015 at 21:55

    powodzenia!!

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga