Klub
[WYWIAD!] Proksa: „Nie jestem tutaj by robić karierę. Chcę pomóc”
Jako jedni z pierwszych mieliśmy okazję porozmawiać ze świeżo upieczonym dyrektorym sportowym GKS-u Katowice – Grzegorzem Proksą. Zapytaliśmy o cele, motywację oraz okoliczności, w jakich zostały podjęte decyzje dotyczące objęcia przez „Super G” tego stanowiska. Odpowiedzi na te i wiele innych ciekawych pytań znajdziecie poniżej.
Kiedy pojawiła się propozycja pracy w GKS-ie? Jak długo zastanawiałeś się nad jej podjęciem?
Propozycja pojawiła się na początku tego roku. Wcześniej postanowiłem, że zrobię sobie przynajmniej rok przerwy od boksu. Notabene, pomysł wyszedł od jednego z kibiców GieKSy, a zarazem i mojego kibica, który latał mnie wspierać podczas moich pojedynków na całym świecie. Później, sama propozycja została mi przedstawiona przez zarząd klubu i rzeczywiście – musiałem się z tym trochę przespać. Myślę ze około dwóch tygodni…
Co ostatecznie skłoniło Cię do wejścia w tak poważny projekt?
Wizja wielkiego klubu, którego jestem fanatykiem.
Czy nie obawiasz się reakcji zawodników, mediów, kibiców? Jesteś w końcu osobą, która z piłką związana była niewiele.
Po pierwsze jest to wielkie wyzwanie, coś co można porównać do przygotowań do walki. Towarzyszą temu oczekiwania, ale jest również jasno określony cel. Jeśli wszyscy zaangażowani w prace klubu pójdą w jednym kierunku, poświęcą maksymalnie dużo pracy to sukces wydaje się być formalnością. Przez cale 15 lat mojej przygody z boksem towarzyszyły mi wszystkie te czynniki na czele z ogromną presją i nigdy nie miałem z tym problemu. Wiedziałem ze jeśli ja i moi współpracownicy damy z siebie wszystko, to musi to ostatecznie przerodzić się w sukces.
Czy podjęcie pracy w GKS-ie równa się zakończeniu kariery sportowej, czy może jeszcze zobaczymy Grzegorza na zawodowym ringu?
Tak jak wspominałem wcześniej nosiłem się z zamiarem odpoczynku od boksu jeszcze przed pojedynkiem z Sulęckim, ponieważ tak ułożyliśmy pewne sprawy rodzinne. Nie mogę jasno określić czy wrócę do boksu bo z pewnością mój czas i zaangażowanie będzie skoncentrowany na GieKSie, aczkolwiek na pewno kilka razy w tygodniu znajdę czas na odwiedzenie sali treningowej. Tak po prostu, dla siebie.
Na jaki okres czasu obowiązuje Cię umowa z klubem?
Na dzień dzisiejszy do końca roku.
Czy zostały Ci wyznaczone krótko i długoterminowe cele, które w tym okresie powinieneś zrealizować?
Nie, nie mniej jednak sam je przed sobą stawiam. Trudno stawiać sobie cele gdy jest się na początku drogi, nie zna jeszcze w pełni możliwości drużyny. Muszę poznać wyniki poszczególnych badań zawodników, przejrzeć raporty, porozmawiać z zawodnikami. Wtedy będziemy mądrzejsi.
Czy nie obawiasz się, że to to zbyt krótki okres czasu, żeby zbudować cokolwiek trwałego? Zarządowi będzie ciężko ocenić Twoją pracę i jednoznacznie stwierdzić, czy umowa powinna zostać przedłużona lub też nie.
Nie jestem tutaj żeby robić karierę. Jestem tutaj bo jestem kibicem, który ma swoje uwagi i chce pomóc. Swoja postawą w zawodowej karierze sportowca pokazałem ze można osiągać sukcesy ciężką pracą. Trudno mi się odnieść i dać satysfakcjonującą odpowiedź. Zarząd i kibice sami ocenią…
„Rewolucja w 5 minut” nigdy niczego dobrego nie przynosi. Jaki jest Twój plan na najbliższe tygodnie? Czym będziesz chciał zająć się w pierwszej kolejności?
Przede wszystkim będę chciał porozmawiać ze sztabem szkoleniowym, a później z piłkarzami. Wielkiej rewolucji nie będzie. Chciałbym im „sprzedać” tylko kilka uwag odnośnie profesjonalizmu i oczekiwań jakie wobec nich stawia klub.
Nie jest tajemnicą, że w czerwcu kończą się kontrakty aż 16 zawodnikom. Będzie to ostatni moment na zbudowanie silnej kadry, która w przyszłym sezonie wywalczy awans do ekstraklasy. Czy wraz z zarządem pracujecie już nad tym, aby w czerwcu spać z spokojną głową?
Tak. Do końca sezonu zostało jeszcze sporo kolejek. Z pewnością części z zawodników podziękujemy, a części będziemy chcieli zaproponować nowe kontrakty. Czynnikiem nadrzędnym będzie dla mnie ich zaangażowanie na boisku. Nie może być tak, że nasz klub jest kolekcja etatów. „To jest GieKSa, tu się walczy”. Jeśli drużyna będzie w stanie utrzymać swój poziom zaangażowania jak i koncentracji, który prezentowała przez pierwsze 20 minut w meczu z Flotą – będzie to drużyna na którą będzie przychodzić komplet publiczności – jestem o tym przekonany. Wszystko w nogach zawodników.
W klubie brakuje jednolitego systemu szkolenia dla wszystkich grup młodzieżowych. Czy będziesz optował za wprowadzeniem jednego systemu taktycznego we wszystkich rocznikach i ujednoliceniem sposobu i stylu gry?
Tak, taki mamy plan.
W klubie nie ma również profesjonalnego działu skautingu. Czy w miarę możliwości finansowych będziesz starał się utworzyć taką komórkę?
Nie mamy wielkiego budżetu który może przyciągnąć i finansować swoją własną siatkę skautingu, natomiast mam plan dzięki któremu nie będą potrzebne duże nakłady finansowe. Nie chciałbym zdradzać szczegółów, ale pracuje nad tym intensywnie.
Planujesz odbyć jeszcze jakiś staż, szkolenie? Czy zarząd klubu w tej kwestii poczynił jakieś kroki?
Tak – jako „żółtodziub” na tym stanowisku z pewnością będą owocne szkolenia w klubach które są dziś nie co wyżej od nas i zaciągnąć wiedzy, którą będzie można przełożyć na Bukową. Planujemy co najmniej dwa staże do czerwca, ale wydaje mi się, że będzie ich więcej.
Podejmujesz się bardzo odpowiedzialnego zadania. Mimo ogromnego kredytu zaufania wśród kibiców, w razie ewentualnego niepowodzenia w kolejnym sezonie, jednym z najbardziej negatywnie ocenianych będziesz Ty. Czy nie boisz się straty dobrego wizerunku i szacunku wśród kibiców? Tym bardziej, jeśli w związku z finansami klubu, nie wszystko będzie zależało od Ciebie, Twoich pomysłów i zaangażowania.
Nie, nie boje się. Sam jestem kibicem i wiem czego kibic oczekuje od swojego klubu. O ile marketingowo jesteśmy wyżej niż sportowo, to mam olbrzymią nadzieję, że również poziom sportowy pójdzie niedługo w górę.
Czy nie uważasz, że Twoje pojęcie o piłce jest obecnie zbyt małe? W czerwcu musimy mieć drużynę gotową do walki o ekstraklasę. Czy nie obawiasz się, że tego czasu na poznanie reguł środowiska piłkarskiego, nabrania wiedzy o zawodnikach, kontraktach, działaniu menadżerów czy sposobach organizacji pracy dyrektora sportowego jest zbyt mało?
Uważam, że my mamy już taką drużynę! Zawodnicy muszą jedynie mentalnie dorosnąć do tego bo umiejętności i poziom gry w I lidze nie są z kosmosu. Ich na to stać, tylko trzeba tyle pracy co wyrzeczeń i na końcu wszyscy będziemy się cieszyć.
Sztab szkoleniowy musi mieć w Tobie wsparcie. Czy po pierwszych dniach, rozmowach znaleźliście wspólny język. Widzicie wspólny kierunek do rozwoju?
Szczegółowe rozmowy dopiero przed nami.
Byleś ostatnio widywany na sparingach oraz meczach ligowych – Jakie jest Twoje zdanie na temat obecnej kadry piłkarskiej? Czy postawiłeś, lub zamierzasz to uczynić – przed zawodnikami jakiś cel związany jeszcze z tą runda? Np. określona ilość punktów?
Tak, myślałem nad tym. Obserwowałem mecz sparingowy z Legnica w Wałbrzychu, ale trudno było się odnieść do dyspozycji oraz zaangażowania piłkarzy w nim. Mogę natomiast śmiało powiedzieć, że podczas meczów z Niecieczą i Flotą było widać efekty pracy drużyny na zgrupowaniu, co przekładało się na jakość gry. Pozytywem z pewnością jest kolektyw jaki ta drużyna stanowi i mam nadzieję, że z biegiem czasu będzie się on zazębiał i przynosił korzyści w postaci ligowych zwycięstw.
Jako pięściarz jesteś przyzwyczajony do dyscypliny. Czy tego samego będziesz wymagał od piłkarzy i pracowników klubu? Kilka tygodni temu podstawowy gracz Southampton spóźnił się na przedmeczową zbiórkę. Za karę usiadł na ławce w meczu z Liverpoolem. Czy w Katowicach również zapanują sztywne zasady i dyscyplina?
Z moich informacji wynika ze takowe już istnieją. Wierze ze każdy z piłkarzy to profesjonalista pełną parą i zawodnicy z pewnością zdają sobie z tego sprawę. Jestem przekonany, że w kwestiach o których mowa nadaję ze sztabem szkoleniowym na tych samych falach. Dyscyplina, którą w szatni stosuje trener Skowronek jest na wysokim poziomie.
Praca w klubie sprawi, że swoje zaangażowanie w inne przedsięwzięcia biznesowe będziesz musiał radykalnie zmniejszyć. Czy nie będzie to problem?
Nie będzie z tym żadnego problemu. Obecnie 100% zaangażowania poświęcam w GKS.
Dyrektorami sportowymi w Polsce zostawali już byli piłkarze (Jacek Zieliński, Tomasz Rząsa) skauci (Tomasz Pasieczny) czy trenerzy (Edward Klejdinst) ale były bokser to całkowita nowość. Myślisz, że możesz być prekursorem i otworzyć drzwi do świata piłki przedstawicielom innych dyscyplin?
Trudno mi powiedzieć. Padły tutaj duże nazwiska, więc nie chciałbym się porównywać. Nie chce rywalizować, chcę budować duży klub, który już niedługo znajdzie się tam gdzie jego miejsce, a miejsce GKS-u Katowice na pewno nie jest w pierwszej lidze.
Grzegorz Proksa lubi wyzwania. Funkcja dyrektora sportowego to zupełnie inny świat, a mimo to zdecydowałeś się podjąć rękawice. Ty chyba nie potrafisz żyć bez sportowej adrenaliny?
Coś w tym jest. Czuję, że odżywam jak tylko pada temat GieKSy. Kolejny raz podchodzę do postawionego zadania ambicjonalnie i z dużą wiarą w sukces.
GieKSa to Twój ukochany klub. Spełniają się teraz Twoje marzenia?
Zawsze chciałem zagrać na Bukowej jako piłkarz. Raz mi się nawet udało. W meczu kibiców z pracownikami klubu strzeliłem nawet bramkę. Nie spodziewałem się takiego wyróżnienia, dlatego tym bardziej ambitnie do niego podchodzę.
Rozmawiał: Marcin Gruszczyński
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

miki
17 marca 2015 at 21:55
powodzenia!!